Jakub Banaszak – członek Stowarzyszenia Projekt Września
Zwłaszcza te zewnętrzne. Bo mamy czasy popularności sportu. Wydawałoby się, że nie ma w tym nic złego. A jest. Już tłumaczę.
Z jednej strony nie można powiedzieć, że wysiłek nie jest dobry, bo jest, ale… No właśnie, ale czy przestrzeń miejska nie jest przesycona już siłowniami zewnętrznymi? Moim zdaniem jest.
Już teraz mamy do czynienia z sytuacją, że prawie na każdym osiedlu stoją dwa place zabaw: jeden dla dzieci, drugi dla sportowców. Ale znam tylko jeden plac zabaw dla dorosłych (spodobało mi się to określenie), który jest intensywnie używany – ten nad zalewem wrzesińskim.
Sukces tego miejsca wynika z tego, że jest on zlokalizowany na terenach rekreacyjnych. Nie od dziś wiadomo, że zalew jest szczególnie lubiany przez sportowców (zwłaszcza biegaczy), co tłumaczy sukces tej siłowni.
A co z pozostałymi? Często stoją nieużywane. A może jeszcze powstaną kolejne? W końcu to łatwa do realizowania inwestycja, za stosunkowo nieduży budżet, mieszcząca się przy tym w kanonie panującej mody na sport. Zastanówmy się nad tym. Mądrze gospodarujmy przestrzenią publiczną.
Pierwotnie felieton został opublikowany w tygodniku „Wiadomości Wrzesińskie” oraz na portalu www.wrzesnia.info.pl