Jakub Banaszak – członek Stowarzyszenia Projekt Września
Zadbana trawa w ogrodzie sąsiada wygląda świetnie. Żywopłot rosnący wzdłuż drogi prowadzącej do pracy również. Łąka nad Wrześnicą jest świetnym miejscem do wyprowadzania psów. Są takie twory jak łąki, trawniki czy żywopłoty, które są dziełem człowieka i bez niego by się nie uchowały. Nie w naturze. Muszą być koszone i przycinane – w przeciwnym razie zwyczajnie zarosną.
Dlaczego zatem Wrześnica traktowana jest jak przydomowy ogródek? Rzeka jest miejscem życia owadów, ryb, małży, larw, ptaków etc., w której szukają schronienia i kryjówek – ujednolicanie rzeki działa na ich niekorzyść.
Tutaj pojawia się druga strona medalu – człowiek (mieszkaniec Nowego Folwarku czy Gozdowa). Człowiek ze swoją rodziną chce mieszkać bezpiecznie, z dala od wody zalewowej, czerpać wodę ze studni, żeby podlewać trawnik. Wiadomo,że przyspieszanie rzeki (tak działa na nią wykaszanie i „czyszczenie”) niesie za sobą obniżanie poziomu wód gruntowych, co w dobie suszy jest w konsekwencjach głupie.
Może pozwólmy rzekom żyć swoim życiem, wylewać się na łąkach czy w lasach. Pomyślmy.
Pierwotnie felieton został opublikowany w tygodniku „Wiadomości Wrzesińskie” oraz na portalu www.wrzesnia.info.pl